czwartek, 12 czerwca 2008

Zatonięcie

Oczywiście nie chcą pływać! Urodzili się przecież dla ziemi, nie dla wody. I oczywiście nie chcą myśleć, gdyż stworzeni zostali do życia, a nie do myślenia! Tak, a kto myśli i kto z myślenia czyni sprawę najważniejszą, ten wprawdzie może w tej dziedzinie zajść daleko, ale taki człowiek zamienił ziemię na wodę i musi kiedyś utonąć.

(Herman Hesse "Wilk stepowy")

Nie umiem opisać uczuć, które rozdzierają mnie teraz, rozdzierały już nieraz wcześniej i prawdopodobnie będą ze mną zawsze. Myślenie. Straszna, podła, niewdzięczna rzecz. Kiedy stałem się taki oziębły? Gdzie pozostawiłem uczucia, które mogłyby mnie łączyć z jakimś stadem? Nie mam stada. Nie umiem być w stadzie. Nie chcę być samotny, nie chodzi mi o to, choć nie do przecenienia są te chwile, które są tylko dla mnie. Jestem narcyzem? Nie wiem, chyba nie. Wszystko jest pozbawione wartości. Nawet jeśli coś niesie mi ból, jest mi obojętne, dopóki mnie nie ogranicza. Nie wierzę w naukę. Nie chcę mieć zbyt dużo wspólnego ze społeczeństwem. I ciągle szukam. Czego? Czy już do końca życia będę się zastanawiał? To chyba nie jest żadna rzecz materialna. Czy to jest kobieta? Nie wiem. Najprawdopodobniej jest to stan świadomości. Stan, w którym znajduję się teraz, a każdy człowiek, każdy lekarz nazwałby normalnym, jest dla mnie nienormalny, nienaturalny. Czuję się niekompletny, niepełny, niedoskonały, może niedorozwinięty. Co wywołuje we mnie ten niepokój? Nie jest to niepokój o coś lub o brak czegoś, to bardziej cecha charakteru, cecha charakterystyczna. Jestem niepokojem, a równocześnie mój nieograniczony spokój jest w Panu. Jestem zwątpieniem, choć w nic nie wierzę, tak jak w Boga. Jestem smutny, choć Cieszę się w duchu Panem. Lubię ludzi i chciałbym ich wszystkich kochać, ale nie potrzebuje ich towarzystwa, nie robi to na mnie wrażenia. Co powstrzymuje mnie przed samobójstwem? To, że żyje się raz i każda chwila jest jedyna. Chciałbym to w końcu pojąć i zastosować w życiu. Bezrozumne działanie jest szkodliwe, dlatego nie działam. Czekam? Bywają momenty kiedy jestem absolutnie pewny siebie. Gdyby cały świat wyzwał mnie na pojedynek na pewność siebie poszedłbym na to od razu i wynik wcale nie byłby z góry wiadomy. Miewam też momenty, że nie chce mi się żyć. Nie, nie szukam śmierci, tylko nie mam siły/ochoty by żyć. Miewam też chwile, że cieszę się życiem, ale wciąż jestem wilkiem stepowym. Przetrwam jak bakteria - wytworzę wokół siebie powłokę i będę miał własny świat, w którym nikt i nic mi nie zagrozi. Co to za uczucie, które rozdziera mi serce? Czasami mam wątpliwości czy doświadczam prawdziwych uczuć. Czy bywam zimnym skurwielem? Czy jestem zimnym skurwielem?

Brak komentarzy: